Po reorganizacji w 2021 roku placówka działa w trzech lokalizacjach na terenie miasta. To właśnie tam toczy się codzienność kilkudziesięciu dzieci — od czterolatków po pełnoletnią młodzież — które z różnych powodów nie mogą wychowywać się w swoich rodzinnych domach.
– Macierzyństwo to bardzo szerokie pojęcie. Ciocia też może być osobą bliską – mówią wychowawczynie. Od razu jednak podkreślają: nie są mamami tych dzieci i nigdy nie próbują nimi być. Ich rolą jest obecność, bezpieczeństwo, wsparcie i przygotowanie młodych ludzi do samodzielnego życia.
Za drzwiami placówki nie ma instytucjonalnego chłodu, który wielu osobom wciąż kojarzy się z dawnymi domami dziecka. Jest za to zwyczajna codzienność — śniadania przed szkołą, odrabianie lekcji, wspólne zakupy, sprzątanie, rozmowy po trudnym dniu i wieczorne przypominanie o myciu zębów.
– Myślę, że jak w każdym domu. Rano wstajemy, jemy śniadanie, przygotowujemy się do szkoły. Później dzieci wracają, odrabiamy lekcje, jest chwila zabawy, kolacja, obowiązki, odpoczynek – opowiada jedna z wychowawczyń.
Same przyznają, że słowo "wychowawca" nie oddaje tego, czym naprawdę zajmują się każdego dnia.
– W tym pojęciu mieści się wszystko. Trochę kucharka, trochę fryzjerka, trochę krawcowa. Nie mamy zaplecza. Jesteśmy z dziećmi cały czas – słyszymy podczas rozmowy.
Placówka działa przez całą dobę — także w święta, noce i weekendy. To praca zmianowa, wymagająca ogromnej odporności psychicznej i umiejętności oddzielania emocji od obowiązków.
Najtrudniejsze? Historie dzieci. – Często mają doświadczenia, których wielu dorosłych ludzi nigdy nie przeżyło. I trzeba umieć z tym pracować, nie litować się, ale pomagać – tłumaczą wychowawczynie.
W placówce uczą dzieci także rzeczy pozornie prostych: robienia zakupów, wizyt w urzędach, zachowania w restauracji czy organizacji codziennego życia. Wszystko po to, by kiedyś poradziły sobie poza murami domu dziecka.
Jednym z najważniejszych elementów jest bliskość. Choć nie każde dziecko od razu potrafi się przytulić.
– Tego też trzeba je nauczyć. Nie każde dziecko umie okazywać czułość, ale przytulanie jest potrzebne i starszym, i młodszym – mówią opiekunki.
Dzień Matki bywa tam szczególnie trudny. Niektóre dzieci przygotowują laurki dla swoich biologicznych mam, inne czekają choćby na telefon. Czasem bezskutecznie.
– Dziecko samo decyduje, czy chce wysłać laurkę albo zadzwonić. Ale dzieci najbardziej czekają po prostu na kontakt od rodziców – przyznają wychowawczynie.
Mimo to w placówce starają się, by każde święto miało ciepły, rodzinny charakter. Bo — jak mówią — najważniejsze jest, by dziecko nigdy nie czuło się samo.
Największa satysfakcja przychodzi często dopiero po latach. Gdy dawni wychowankowie wracają już jako dorośli ludzie.
– Wtedy słyszymy: "Ciociu, miałaś rację". I to jest moment, kiedy człowiek czuje, że było warto – mówią z uśmiechem.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.