reklama

Polecieli z Lubelszczyzny do Dubaju. W strachu uciekali przed wojną

Opublikowano:
Autor:

Polecieli z Lubelszczyzny do Dubaju. W strachu uciekali przed wojną - Zdjęcie główne

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Informacje radzyńskieEwa i Michał Grabowscy z Radzynia Podlaskiego mieli wspaniałe plany. - To miał być prezent na moje 40 urodziny - słyszymy od kobiety. Polecieli na kilkudniową zorganizowaną przez biuro podróży objazdową wycieczkę do Dubaju i Omanu. Na miejscu zastała ich wojna.
reklama

Małżeństwo wyleciało z Polski w środę 25 lutego. Zapowiadała się świetnie - fajna grupa, poznali super ludzi. Z początku zwiedzali Oman: - Trzeba to zobaczyć na żywo. Niewiele miejsc robi na człowieku takie pozytywne wrażenie - opowiadają. 

Stamtąd ruszyli do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, do Dubaju. Obejrzeli miasto nocą, kolejnego dnia Burj Khalifa. To było 28 lutego. Tego dnia doszło do ataku na Iran. Początkowo nic nie sprawiało wrażenia, że cokolwiek może się tego dnia stać. 
- Miasto żyło swoim zwyczajnym życiem. Nikt nas nie ostrzegał, nikt o tym nie mówił. Miał to być dzień jak każdy inny - wyjaśnia Ewa Grabowska. - Jak pojechaliśmy na wycieczkę jeepem na safari, dostaliśmy na telefonie pierwszą wiadomość. Koleżanka spytała nas, czy wszystko jest w porządku. Nie zwróciliśmy na to szczególnej uwagi. Bawiliśmy się świetnie i nikt nie myślał, że coś się stanie.
reklama

Wszystko zadrżało

Wieczorem, jak gdyby nigdy nic, wrócili do hoteli i po prostu poszli spać. Około 1 w nocy słychać było intensywny huk. W jego wyniku trząsł się cały budynek. To był wybuch zestrzelonej irańskiej rakiety balistycznej. Wszystko zadrżało - skończył się sielankowy wyjazd.
- Odsłoniliśmy zasłony, na niebie było widać uderzenie, trochę jak fajerwerki. To były odłamki rakiety... W ciągu minuty zaczęły wyć telefony. Na ekranie blokady pokazał się, najpierw w angielski, potem po arabsku alert o zagrożeniu rakietowym - z emocjami opowiadają Państwo Grabowscy.
Natychmiast zaczęli  zmierzać do parkingu podziemnego w hotelu, gdzie znajdował się schron. Tam była już część mieszkańców hotelu.  Po dwóch godzinach sytuacja się uspokoiła.
reklama
- Z niezwykłym wzruszeniem wspominam młodych Anglików. Mieli dziewiętnaście lat, to jeszcze dzieci. Przylecieli na własną rękę. Gdy zeszli do schronu nie mieli butów, wymiotowali. Byli bardzo przestraszeni - słyszymy.
- Rano poszliśmy na śniadanie. Pilotka mówiła, że to, co działo się wieczorem, było wynikiem odparcia irańskich ataków. Około dziewiątej zaczęło się znowu. Było widać białe smugi na niebie. Pilotka powiedziała, że na razie nigdzie nie jedziemy.
Jak się okazało, już od czwartej rano z Omanu jechał po nich autokar. Hotel opuszczali około południa. Strasznym widokiem byli ludzie, którzy chcieli oddać wszystkie pieniądze za możliwość powrotu z nimi. Niestety, wycieczka była już zgłoszoną grupą i nie było takich możliwości. Tamtym została już tylko możliwość dojechania w stronę Omańskiej granicy na własną rękę.
reklama
- Po drodze do Omanu znajdują się dwie amerykańskie bazy. Cały czas baliśmy się, że je ostrzelają. Baliśmy się, że nas też to dotknie - wspominają.
Spokój Państwo Grabowscy poczuli dopiero, gdy wjechali do Omanu. Cała grupa odetchnęła z ulgą. To było 1 marca. Nikt już nie narzekał, w hotelu czekała na nich kolacja. Planowo mieli być w Dubaju do wtorku...
- Jak usłyszę huk, to do teraz podskakuję. Żeby mnie obudzić w Omanie, wystarczyła koparka - mówi Ewa Grabowska.
W dalszym ciągu odbywało się zwiedzanie Omanu. Po chwili czasu wolnego musieli szybko wracać do hotelu. - Irańczycy ostrzelali jeden z portów - tłumaczą Państwo Grabowscy. Dalej byli w hotelu aż do wylotu do Polski.
reklama
- Mieliśmy wracać o 14.05 czasu polskiego, ale lot był opóźniony. To był przelot techniczny, lecieli po nas na pusto - opowiadają.

Płacz po przylocie

W pewnym momencie ich lot zniknął z tablicy odlotów. Napis mógł wrócić ponownie dopiero po wylądowaniu samolotu. Gdy w końcu wylecieli, mieli jeszcze międzylądowanie w Hurgadzie.
 - Usnęłam dopiero, jak wylecieliśmy z Egiptu w stronę Grecji - mówi Ewa Grabowska. - Popłakałam się, jak po przylocie zobaczyłam mamę...
- Dziękuję Bogu za to, że żyję, za to, że wracam... W ciągu tamtej nocy dostaliśmy w sumie około stu wiadomości. Wszyscy się o nas martwili - wspominają.
Na pytanie, czy sytuacja była rzetelnie przedstawiona w mediach ogólnopolskich, Państwo Grabowscy odpowiadają, że nie. Na przykład - dostali wiadomość o zamkniętym przejściu w Omanie - które w rzeczywistości było otwarte i nie było na nim dużej kolejki. 
- Gdybyśmy pojechali sami, bez biura, jeszcze byśmy tam byli. Poza Europę nigdy bez biura - radzą Grabowscy po powrocie.

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo