PROLOG
Dzisiaj nowa szopa nam się kroi. Niech nie czyta, kto się boi.
Jednakowoż czytać snadnie, co tu stoi dobrze radzę
wszystkim, którym tu przykładnie wnet do rzyci szpilę wsadzę.
Będzie ostro, krwiście, błogo o tym, co każdego boli
i nie zdziwi to nikogo... no i miało być do rymu,
alem się haniebnie styrał, lecz nie jest to szczyt Szekspira.
Toteż miły Czytelniku nie przejmuj się i nie gniewaj,
bo podobno na Jasełkach wszystko wszystkim można śpiewać.
O zdarzeniach tu obecnych śniłem nocą podczas spania,
więc nie bierzcie na poważnie Morfeusza snu bajania.
EKSPOZYCJA
Wczesny zimowy poranek, tylko co przed świętami Bożego Narodzenia, w ostatni dzień pracy Urzędu przed świąteczną przerwą. Na progu u wejścia do radzyńskiego magistratu siedzi osobnik płci chyba jeszcze męskiej, pod siedemdziesiątkę. Na głowie siwizna, na twarzy resztki inteligencji i przyciemnione okulary. Ubrany w popielatą marynarkę wielce sfatygowaną, z dziurami na rękawach, w rozpadających się butach. Przed nim blaszana miseczka (chyba na monety). Zgrabiałymi od chłodu palcami nieporadnie maca klawiaturę zdezelowanego akordeonu. Próbuje akompaniować sobie do pieśni – zdaje się będącej trawestacją znanej kolędy. Pewności nie ma, ale chyba to przeróbka samego Franciszka Karpińskiego, jedynej w polskim repertuarze kolędy z muzyką w rytmie poloneza, który – zanim został kolędą – pełnił rolę hymnu Rzeczypospolitej!
Tu się rodzi, tu się dzieje to, co dzisiaj Wam opiszę.
Tu niejeden z Was struchleje, kiedy przerwę nocną ciszę.
Wzgardzony, okryty chwałą, siedzi w swoim gabinecie.
Jeszcze nie wie, co się stało, lecz Wy pierwsi się dowiecie.
Mowa tutaj o Jakubie, porzuć Bracie troski swoje!
On wszedł między lud kochany, dzieląc z nim trudy i znoje.
Dom nasz i majętność całą wziął w opiekę oraz troskę.
Aż słowo ciałem się stało – zapach był na całą wioskę!
Niemało cierpią, niemało, mimo że byli niewinni.
Niejednemu się dostało, po nich przyszli lepsi, inni.
Ubodzy, Was to spotkało, pisze o tym portal jeden,
który miasto tak ukochał, jak psów dziada całe siedem.
ZAWIĄZANIE AKCJI
Wstęp to był jedynie do pieśni, która popłynąć miała spod zgrabiałych palców i ze zdartego gardła staruszka – ponoć byłego nauczyciela miejscowych szkół wyrzuconego za to, że wierzył... w naukę! Tymczasem do magistratu zaczynają się schodzić urzędnicy i radni, wszak dziś jest doroczne, tradycyjne i całkiem nowe spotkanie opłatkowe. Prawdopodobnie pracy żadnej tu dziś nie będzie. Tego dnia wszyscy w odświętnym nastroju i stroju szykują się do wydarzenia, po którym już tylko zgoda wielka i radość na zmianę zapanują w budynku tym, gdzie jak w tyglu piekielnym gotują się dotychczas wszelkie przejawy wzajemnych podchodów, zawiści, intrygi i zdrady. Ale od czego mamy całkiem jeszcze nowego, niesfatygowanego włodarza? Na jego cześć starzec z akordeonem intonuje kolejną pieśń – tym razem jakby trochę wzorowaną na znanej pastorałce:
Oj maluśki, maluśki, maluśki byłeś do wyborów,
dzisiaj tak się stało,
że na stolcu radzyńskim po Rębku usiąść się udało.
Czy nie lepiej Tobie by, na swoim w Świerżach było siedzieć?
Mogłeś, co chcesz i myślisz każdemu po cichu powiedzieć.
Tam pijałeś i jadłeś kupami same małmazyje.
Tu się Twoja gębusia brodata goryczy napije.
Tam Ci zawsze służyły z oddaniem lojalne anioły.
Tutaj widok, Burmistrzu z uśmiechem – całkiem niewesoły.
Tam zaś spokój, wygoda i cisza, a tu bieda wszędzie.
Tu podatki i śmieci, i kpiny. I lepiej nie będzie.
Hej, co się więc takiego wielkiego Tobie Kubo, stało,
żeć na ten twardy chleb z budżetu przechodzić zachciało?
Pytanie, oczywiście pozostało jako jedynie retoryczne, Włodarz nie mógł go usłyszeć zajęty rozmowami przez telefon, nagrywaniem kolejnego live`a, udzielaniem medialnego wywiadu, etc. Czyli tymi zajęciami, które – oprócz uczestniczenia w imprezach, uroczystościach, koncertach, wernisażach, spotkaniach innej wszelakiej maści – absorbowały go do tego stopnia, że na normalną pracę, przyjmowanie interesantów i bieżące kierowanie gminą zupełnie nie miał czasu. Ale miał zespół! Wprawdzie nazwa "Zespół" zupełnie się zdewaluowała i zdezelowała po rządach hiperkinetycznego w zakresie kończyn górnych poprzednika, ale grupa, którą budował Jakub na czele z zastępczynią Bożeną, jawiła się całkiem obiecująco, a największą jej zaletą miała być bezwzględna lojalność, ślepe posłuszeństwo i kreatywność, ale inspirowana wyłącznie pomysłami Szefa. Teraz Starzec z akordeonem rozpoczął cantonę na cześć owej sławnej ostatnio z wycierania się po sądach wice burmistrzyni. I melodia znowu jakby znana, ale treść całkiem nowa.
Bracia, patrzcie jeno, jak niebo goreje!
Znać, że coś dziwnego w Radzyniu się dzieje!
Oto w pracy całkiem nowa siedzi z nami Lecykowa!
Patrzcie, jak ta gwiazda światłem swoim miga.
Pewnie do uczczenia pana swego ściga.
Krokiem śmiałym i wesołym śpieszmy i uderzmy czołem.
Przed Panią odważną i ważną, i ważną...
Wszakże powiedziałem, że cuda ujrzymy, lecz, nie że zwycięski wyrok zobaczymy dla Pani odważnej i ważnej...
Która wprawdzie rację wedle prawdy miała,
jednak w pierwszej instancji sprawę swą przegrała
dla chwały, odważnej i ważnej...
Jeszcze Bracia mili wszyscy zobaczycie,
jeśli deklaracjom danym zawierzycie. Jeszcze Wam Bożena krokiem śmiałym i wesołym pokaże i porażkę z Rębkiem tryumfem swym zmaże.
A my do Radzynia, a my do Radzynia...
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.