reklama

Czy wychowała mnie patologia, a teraz jest już tak, jak trzeba? Szpila Andrzeja Kotyły

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor: redakcja

Czy wychowała mnie patologia, a teraz jest już tak, jak trzeba? Szpila Andrzeja Kotyły - Zdjęcie główne
Opis: Andrzej Kotyła

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Aż niedźwiedź z herbu ryczy. Radzyńskie opinieMożna mi zarzucić, że nie podążam za nowymi trendami, wykazuję się sentymentem odnośnie starych czasów, łączę z tym wpisanym w me pokolenie wstecznictwem pogardę wobec postępu technicznego i światopoglądowego oraz kompletną ignorancję informatyczną. Pochodzę z pokolenia wyżu demograficznego (baby boomers), zatem klasyczny ze mnie bumer, jeśli nie dziaders, a być może jedno i drugie, czyli dwa w jednym, jak w słynnej w moich boomerskich czasach reklamie szamponu i odżywki.
reklama

Jako klasyczny przedstawiciel swego pokolenia, które charakteryzuje się jednak przywiązaniem do tradycyjnej pracy i etyką zawodową, przytoczę jedno tylko zjawisko aktualnej rzeczywistości szkolnej. Jedno, a jest ich o wiele więcej! Uczynię to, by chociaż w części uświadomić późniejszym pokoleniom – X (1965–1980), Y, Milenialsom (1981–1996), Z, Gen Z (1997–2012), Alpha (2010–2025), beta, gamma i tym, które po nich nastąpią – jak bardzo wdepnęli w... absurd – by nie powiedzieć dokładniej w co.

Otóż, moi mili, w dzisiejszej szkole przychodzenie na lekcje po klasyfikacyjnym posiedzeniu rady pedagogicznej nie ma żadnego sensu. Tak sądzą nie tylko uczniowie, ale także ich rodzice, dziadkowie (moi rówieśnicy boomersi). Taki pogląd podzielają też, niestety, niektórzy nauczyciele, a nawet dyrektorzy szkół!

reklama

Jakie mam na to dowody? Proszę bardzo. Zakończenie zajęć lekcyjnych przewidziano w kalendarzu kończącego się roku szkolnego na piątek 26 czerwca. Jednak spora część dyrektorów zafundowała swoim uczniom wolne od lekcji (tzw. dyrektorskie) także w poprzedzające tę datę środę i czwartek, "bo i tak nie przyjdą". Co to oznacza? Oznacza to ni mniej, ni więcej, że akceptują oni (ci dyrektorzy, a wraz z nimi i nauczyciele) taki patologiczny porządek rzeczy.

Można po klasyfikacji nie przyjść do szkoły. Można nauczycielom rzucić w oczy: TERAZ TO MY WAS I SZKOŁĘ MAMY W..., można napluć pedagogom w twarz, bo już nic nam nie mogą. Nie mogą zmienić oceny zachowania, nie mogą obniżyć stopnia z przedmiotu, nie mogą zakwestionować świadectwa z paskiem, odebrać statuetki prymusa, nagrody za wzorową postawę w ciągu roku, cofnąć wniosku o stypendium. Nic nie mogą, to po co przychodzić? Wystarczy w piątek ostatni raz wskoczyć w strój galowy, wpaść na uroczyste zakończenie roku szkolnego, ew. wręczyć wychowawcy jakiś kwiatek lub czekoladki – na znak rzekomego szacunku i wdzięczności.

reklama

Rodzice w większości taką postawę akceptują i obdarzają pełnym zrozumieniem. No bo po co ma iść do szkoły, kiedy nic mu już nie grozi? Bez sensu. Tym sposobem – przy okazji – utrwalany jest obraz szkoły postrzeganej jako instytucji opresyjnej i represyjnej, wrogiej i znienawidzonej, a nauczyciela – jako egzekutora jej terrorystycznego charakteru. 

I nikomu to nie przeszkadza! Co więcej – większości to pasuje! Ta obłuda symbolicznej bombonierki z przyczepionym do niej kwiatkiem! Podczas uroczystości patriotycznie zaśpiewają cztery zwrotki hymnu państwowego zwanego narodowym, obejrzą część artystyczną w wykonaniu kolegów, wysłuchają mnie lub bardziej drętwej gadki dyrektora i przedstawiciela OPS... (Organu Prowadzącego Szkołę) w osobie burmistrza lub wójta, pójdą po świadectwa do wychowawcy klasowego i cześć.

reklama

A że nie byli w szkole, gdy – według ich bałamutnego przekonania – nie musieli, że nie dotrwali z godnością do końca, że przy akceptacji rodziców, nauczycieli i dyrektora byli nieprzyzwoici, gdy winni byli zachować się jak trzeba? Kogo to obchodzi? Chyba tylko starego boomera, belfra, który uczył pokolenie nie tylko ich, ale też ich rodziców. Jaki błąd popełniłem, gdzie leży przyczyna? Nie wiem, ale się domyślam.

P. S.

Słyszałem, że jest problem z przygotowaniem recytacji na tzw. część artystyczną zwyczajowo prezentowaną podczas szkolnej uroczystości pożegnalnej przed wakacjami. Zdarza się, że uczniowie – ze względu na liczną swą absencję – nie uczestniczą w niezbędnych próbach występu. Jak temu zaradzić? W prosty sposób. Część artystyczna nie jest obowiązkowa. Może jej nie być. Żadne prawo nie zobowiązuje nikogo do recytowania i wysłuchiwania wierszyków u progu kanikuły. Posuwając się w granice niedorzeczności nieco dalej, twierdzę, że uroczystość też nie jest obowiązkowa i także może jej nie być. Już widzę te oczy otwarte szeroko tak, że widać w nich całą patologię mojego wychowania.

reklama

Andrzej Kotyła

Zobacz również: Felietony innych autorów

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo