reklama

Dziś szpila dla tych, których nie chwalę

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor: redakcja

Dziś szpila dla tych, których nie chwalę - Zdjęcie główne
Opis: Andrzej Kotyła

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Aż niedźwiedź z herbu ryczy. Radzyńskie opinieWójta gminy Radzyń Podlaski Daniela Grochowskiego. Za co? Przede wszystkim za to, czego nie robi.
reklama

Daniel Grochowski się nie żali na hejt, bo hejtu nie ma, a nie ma go, ponieważ go nie prowokuje. Nie opowiada, co robił dwa lata temu, gdzie był na obiedzie, z kim się spotkał, by podyskutować o skutecznym zarządzaniu. On zarządza, a styl swego zarządzania daje pod osąd interesanta urzędu, prostego członka społeczności gminnej – przyszłego wyborcy.

Nie prowadzi wiecznych badań i nie czyni permanentnych prognoz, nie opowiada o tym w nieskończoność. Raz zbadawszy raport o stanie gminy, zabrał się za pełną prozy niepoetyczną codzienną robotę i mobilizuje do niej swoje profesjonalne, merytoryczne i w swej większości lojalne otoczenie.

Nie chwali się też pomysłami na rozwój gminy, tylko informuje o dokonaniach. Nie przypisuje wyłącznie sobie tego, co stanowi sukces gminy, tylko podkreśla wysiłek zespołu – urzędników, fachowców, współpracowników, w tym także tych odziedziczonych po poprzedniku. Poprzednika zaś nie atakuje, bo jest odporny na prowokacje i (prasowe chociażby) zarzuty nierealizowania koncepcji, które większości elektoratu nie przekonały.

reklama

Daniel Grochowski nie ma parcia na szkło, jakkolwiek je pojmujemy. Nie przejawia tej niepohamowanej chęci występowania w mediach (telewizji, internecie) i bycia rozpoznawalnym, niezależnie od prezentowanych umiejętności. Nie pcha się do przemawiania wszędzie, gdzie z racji zaproszenia, funkcji lub obowiązku jest obecny. Nie zabiera głosu w każdej sprawie, bo wie, że ktoś, kto daje do zrozumienia, że zna się na wszystkim, najczęściej we wszystkim jest dyletantem.

Daniel Grochowski nie wyręcza swoich podwładnych. Robi swoje, nie myśli za nich i nie planuje. Pozwala się wykazać, dyskretnie stymuluje. Równomiernie rozkłada akcenty swej aktywności bez przypisywania sobie nadzwyczajnej roli w żadnej z dziedzin życia, jak kultura, oświata, gospodarka, infrastruktura. Zwłaszcza kultura.

reklama

Nie jest ciągany po sądach, bo sam nikogo nie ciąga. Nie naraża gminy na niepotrzebne straty w przegranych procesach, bo wie, że przegrać zawsze można, gdy się uczestniczy. Uniknąć zaś przegranej najłatwiej, gdy się nie bierze udziału.

Grochowski się nie boi trudnych decyzji, bo bierze za nie odpowiedzialność. Jako pierwszy w historii wójt tej gminy planuje likwidację placówki, której byt dalszy z punktu widzenia interesu całej gminy jest nieuzasadniony.

Nie chwali też sam siebie, bo wie, że najcenniejsza pochwała ma miejsce, gdy wypływa od innych, np. od starego dziennikarza-belfra, który na samorządności lokalnej, mediach tutejszych i znajomości ludzkiej natury zaczyna zjadać już trzecie własne, lecz, niestety nieswoje zęby.

Jeszcze tylko jedna uwaga w odniesieniu do wspomnianego na wstępie hejtu. To duża i nie dla wszystkich dostępna umiejętność potrafić odróżnić obelżywy anonimowy skowyt od konstruktywnej krytyki konkretnych faktów opartej na wiedzy płynącej z merytorycznej analizy, obserwacji lub dokumentów. Na pewno nie jest nią anonimowe uporczywe nękanie niekochanego włodarza krzywdzącymi bądź ogólnikowymi, stwierdzeniami, epitetami i peryfrazami typu "nieudacznik", "nic mu nie wychodzi", "nie radzi sobie z zarządzaniem", "nie panuje nad emocjami", "marnuje okazje", "nie zyskał uznania u kolegów samorządowców..." "teraz musi szukać winnych....", "niech zrezygnuje", "Nikt nie będzie za nim płakał." 

reklama

P. S.

Oświadczam, że treści tekstu niniejszego nie uzgadniałem przed jego publikacją z nikim (ani z Bohaterem tutejszych refleksji, ani z Redaktorem Naczelnym, ani z ich krewnymi, kuzynami i powinowatymi), co jest (to nieuzgadnianie) moim utrwalonym zwyczajem oraz świętą zasadą. Wszelkie zatem zastrzeżenia i protesty mogą być kierowane wyłącznie w moją stronę, z czego – wedle stałego swego unormowanego wieloletnią tradycją zwyczaju – nic sobie nie uczynię – ja, domniemana przez niepodpisanego, obrzydliwie tchórzliwego hejtera, "gwiazda wspólnotowych felietonów, która skryła się w bezpiecznej przestrzeni, unikając krytycznych kontrargumentów".

Andrzej Kotyła

reklama

Zobacz również: Felietony innych autorów

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo