W styczniu co piąte nowe auto w UE to bateryjkowóz. Dwa lata wcześniej, co dziesiąte. Słyszałem, że infrastruktura nie nadąża, szczególnie na ścianie wschodniej. No nie wiem. Ja naliczyłem w domu i garażu dwadzieścia gniazdek. Z każdego mogę zasilać akumulator.
Ponad sto trzydzieści mld zł wydaliśmy w zeszłym roku na ropę naftową i gaz. Teksańscy i arabscy szejkowie się cieszą. Norwescy emeryci też. Na szczęście mamy swój węgiel. Tylko dziewięć mld dołożyliśmy w 2025 do nierentownego wydobycia. Byłoby więcej, na szczęście fedrujemy coraz mniej. Do przypływającego statkami, kolumbijskiego czy australijskiego czarnego złota, dopłacać nie trzeba.
Po prezydencie Trumpie mantrę o renesansie górnictwa powtarza kandydat na premiera Czarnek. Tyle że fakty i ekonomia są nieubłagane. Elektrownie w USA i RP spalają coraz mniej węgla, przemysł również zużywa go rokrocznie oszczędniej. Ale niektórzy uwierzą.
Panele fotowoltaiczne są dziś tańsze niż metalowe przęsła w płocie. Baterie tanieją od kilku lat w tempie pięćdziesiąt procent co roku. Brakuje nam jeszcze tylko dużego, stabilnego źródła energii, bezemisyjnego, niezależnego od pogody. I jak patrzę na tempo budowy elektrowni jądrowej, to mam przeczucie, że szybciej i taniej można byłoby skonstruować tokamak. Taki do komercyjnego wykorzystania. Na dodatek ostatnią kopalnię uranu w Polsce zamknęliśmy jakieś sześćdziesiąt lat temu. Czyli znowu będziemy zależni od dostaw zagranicznych. Albo wojny w Kazachstanie.
Radosław Grudzień
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.