reklama

W niektórych gminach niepokój, niezgoda i chaos. Szpila Andrzeja Kotyły

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor: redakcja

W niektórych gminach niepokój, niezgoda i chaos. Szpila Andrzeja Kotyły - Zdjęcie główne
Opis: Andrzej Kotyła

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Aż niedźwiedź z herbu ryczy. Radzyńskie opinieNie będę oczywiście wymieniał konkretnych miejsc ani nazwisk, za swe zadanie uważam bowiem wskazanie zjawisk oraz zwrócenie uwagi na podstawowe mankamenty dotyczące naszej samorządności lokalnej. Czynię to, ponieważ bieżąca wartość funkcjonalna gmin nastręcza ostatnio co najmniej troski o samorząd tutejszy uważany w ostatnich latach (niekoniecznie słusznie) za najwyższe osiągnięcie naszej polskiej demokracji.
reklama

Po pierwsze poziom debaty publicznej. W czasach, gdy możliwości techniczno-medialne pozwalają na bieżące, rzekłbym na żywo, obserwacje i śledzenie obrad sesji, wielu działaczom demokracji  miejscowej wydaje się, że transmisje jej obrad stanowią doskonałą okazję do wykazania się aktywnością w połączeniu z możliwością zaimponowania swą nadzwyczajną wiedzą, tudzież elokwencją i jeszcze większym zaangażowaniem natury patriotyczno-ideologoczno-religijnej. W praktyce wychodzi to niestety dosyć żałośnie. Dowodzi bowiem, że wybór, jakiego dokonali obywatele, był w dużej mierze chybiony, ponieważ niektórzy radni przejawiają tendencję do pieniactwa i jątrzenia, a nie merytorycznego rozwiązywania problemów nurtujących nasze gminy.

Często łączy się to, niestety, z próbami dyskredytacji w demokratycznej elekcji wybranych włodarzy i funkcjonujących w ramach lokalnej demokracji kierowników oraz dyrektorów jednostek im podległych, w tym szkół. Sytuacja taka w żadnym stopniu nie sprzyja wykonywaniu spoczywających na nich licznych obowiązków i konkretnych zadań.

reklama

Po drugie sztuczne podziały na popierających władzę i opozycję. Wygląda to groteskowo, zwłaszcza z próbami nieudolnego naśladownictwa tego, co możemy zaobserwować w parlamencie krajowym, a to niestety nie jest żaden wzór dla samorządności. Rażącym, a zarazem skrajnie śmiesznym przykładem podobnych praktyk jest nagminne stosowanie w debacie błędnego wyrażania "ad voce" zamiast ad vocem, co oznacza z łaciny (do słowa, do głosu). Jest to, jak wiadomo nie każdemu, zwrot używany w dyskusjach, debatach lub obradach formalnych, oznaczający chęć odniesienia się do przed chwilą wypowiedzianych słów innej osoby. Pozwala na zabranie głosu poza ustaloną kolejnością, (ale nie "bez trybu"), aby sprostować lub skomentować konkretną wypowiedź.

Po trzecie radni przekrzykują się nagminnie, a często nieudolny przewodniczący obrad nie panuje nad sytuacją. Stąd bierze się bałagan na sesji. Wnioski nie są uwzględniane, a szef rady – z reguły popierający włodarza – nie bierze pod uwagę zapadających postulatów, np. rezygnując z obowiązkowego punktu, jakim są wolne wnioski i przedwcześnie oraz arbitralnie zamykając obrady.

reklama

Po czwarte i nieostatnie – radni bezradni często zabierają głos nie na temat lub po wyczerpaniu zagadnienia, (a nawet po przegłosowaniu uchwały, co jest niedopuszczalne!) w danej sprawie, natomiast przewodniczącemu niespecjalnie to przeszkadza, zwłaszcza gdy podnoszone kwestie są dla niego wygodne.

Twierdzę, że radni – zanim dostąpią możliwości kandydowania – powinni otrzymywać jakiś certyfikat wieńczący stosowne przeszkolenie. Tylko kto ich będzie szkolił, skoro na terenie gmin lokalnych brak odpowiednich osób, a już te, które się nadają, nie za bardzo pałają chęcią do bycia reprezentantami swej społeczności.

A gdzie w tym wszystkim jest obywatel? Nawet, jak przyjdzie na sesję, to nie może się doczekać na umożliwienie mu zabrania głosu, do czego ma pełne prawo. Celowo pomijam sprawność językową i czytelniczą niektórych urzędników. Obserwując ich, czasem odnosi się wrażenie, że sami nie rozumieją tego, co czytają. Miałem ostatnio okazję odbioru dukania osoby, której za technikę czytania nie wystawiłbym oceny pozytywnej nawet w klasie czwartej podstawówki. Doświadczyłem również wielkiej, połączonej z obrzydzeniem przykrości wysłuchania wyjątkowo perfidnego personalnego, pozbawionego jakichkolwiek podstaw merytorycznych, niczym nieuzasadnionego ataku świątobliwego radnego na dyrektorkę szkoły. Nieuświadomiony pan radny bezradny zarzucił onej... lewactwo!!! Bo dozwolone jest wyłącznie prawactwo. Nie wiedzieliście?

reklama

P. S.

A włodarze? Ci najczęściej wykazują się właściwymi kompetencjami. Wypada tylko im współczuć, że mają do czynienia z osobnikami o tak niskich kwalifikacjach, ale to przecież vox populi, a ten jest taki, jak większość społeczeństwa. Tylko kto to stwierdził, że większość ma zawsze rację, skoro ponad wszelką wątpliwość więcej na tym świecie jest głupich aniżeli mądrych?

Zobacz również: Felietony innych autorów

 

 

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo