reklama

Z serii nietuzinkowych postaci Radzynia. Szpila Andrzeja Kotyły

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor: redakcja

Z serii nietuzinkowych postaci Radzynia. Szpila Andrzeja Kotyły - Zdjęcie główne
Autor: Andrzej Kotyła

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Aż niedźwiedź z herbu ryczy. Radzyńskie opinieDziś będzie o pewnym znanym panu Kazimierzu. Opowiem kilka historii związanych z tym jegomościem. Z wykształcenia był nauczycielem, który nigdy jako taki nie pracował. W komitecie miejskim PZPR mieścił się tzw. Rejonowy Ośrodek Pracy Partyjnej, gdzie zatrudniano działaczy do bliżej nieokreślonych zadań o charakterze, najogólniej mówiąc, agitacyjnych. Przetrzymywano tak zwanych funkcjonariuszy organizacyjnych o niejasnej proweniencji, których zadaniem było głównie piastowanie tego stanowiska.
reklama

Zdarzyło się, że aparatczyk ten odwiedził mojego teścia – również partyjniaka, co skończyło się godzinnym odstaniem w drzwiach mieszkania ojca mojej małżonki. Teść – zapytany przez żonę swą, dlaczego nie zaprosił gościa na herbatę, odparł – widzisz. kochanie, godzinę zajęła ta wizyta, a co by było, gdybym pozwolił mu wejść do domu?

Pan Kazio nosił przy sobie permanentnie plik dokumentów i bez przerwy kogoś gdzieś zapraszał, zaczepiając interlokutora przeważnie na ulicy. Gdy razu pewnego zostałem przez niego zagadnięty – odpaliłem: panie Kazimierzu – mnie pan zaprasza, zachęcając obecnością innych, a innych zachęca pan - obecnością mojej osoby – "A g...wno to pana obchodzi, jak ja zachęcam" odparł w naonczas czas gniewnie.

Kiedyś nie omieszkałem napisać o nim dosyć uszczypliwy tekst, poddając krytyce jego wszędobylskość oraz skłonność do zabierania głosu wszędzie, gdzie się znalazł, a miał dosyć uporczywą tendencję znajdować się gdziekolwiek, gdzie działo się cokolwiek ważnego z punktu widzenia wydarzeń mniej lub bardziej istotnych dla Radzynia. Potem chodził z tym moim felietonem i skarżył się po wszystkich możliwych urzędach i miejscach, udowadniając, jakim to wrednym sku...synem jestem i przedstawiając mnie z jak najgorszej strony.

reklama

Pan Kazimierz miał dosyć natrętny zwyczaj pojawiać się na uroczystościach na tzw. przyczepkę, zatem bywał wszędzie, gdzie się coś działo, dołączając np. do oficjalnych delegacji składających kwiaty w miejscach pamięci narodowej, zabierając głos, a potem twierdząc, że to do niego przyłączyły się oficjalne osoby. Miał też zwyczaj "załapywać się" na poczęstunki organizowane z tychże okazji.

Kiedyś zwrócił się do Bogdana Sozoniuka, ówczesnego dyrektora ROK z prośbą o wynajęcie sali na jakieś spotkanie. Bogdan wyraził zgodę, ale zażądał zaliczki w wysokości bodajże 100 zł. Spotkanie nie odbyło się z braku obecnych, ale pan Kazio pieniędzy nie odzyskał, chociaż się upominał.

Jego natrętnym zwyczajem było np. wtargnięcie do gabinetu jakiegoś ważnego człowieka – dyrektora, prezesa i – bez pytania – korzystania z jego telefonu. Zdarzyło się, że został brutalnie popędzony z gabinetu jednego z dyrektorów szkoły, słynącego z nietuzinkowego charakteru. Był to Stanisław Jarmuł, czego byłem świadkiem.

reklama

Zdarzyło mi się onegdaj poprowadzić spotkanie autorskie z Marianną Bocian – poetką. Kazimierz nie omieszkał pojawić się na tym spotkaniu i – ku frustracji poetki – zadał jej pytanie: Dlaczego mianowicie w jej wierszach brakuje rymów tak powszechnie obecnych w twórczości np. Mickiewicza czy też Słowackiego. Pytaniem swym wprawił autorkę w zakłopotanie graniczące z osłupieniem razem z prowadzącą imprezę Moniką Mackiewicz.

Kiedyś Tadeusz Sławecki poprosił mnie o wygłoszeniu podczas sesji popularnonaukowej poświęconej pałacowi Potockich prelekcji na temat kultury muzycznej Radzynia. Z relacji Zygmunta Pietrzaka wynikało, że podczas mojego występu pan Kazimierz nachylił mu się do ucha i wyrzekł na mój temat coś w rodzaju laurki.: "Kawał z niego suki...syna, ale dobry jest". 

Pan Kazimierz był ideowym komunistą. W młodości słynął z dość natrętnej agitacji na rzecz przynależności do PZPR, którą potrafił prowadzić nawet w dzień poprzedzający Boże Narodzenie, czyli w Wigilię. Z tego powodu był podobno boleśnie popędzony przez miejscowych chłopów z jednej wsi.

reklama

Trzeba jednak przyznać, że jego ideowość była wyjątkowo szczera i nienaganna. Jako jeden z nielicznych ówczesnych kacyków "wyjechał" z poprzedniego ustroju bez szczególnego majątku oraz talonu na "poloneza", na który tak powszechnie darowano byłym działaczom partyjnym.

PS. 

Zapomniałbym dodać, że w okresie mojego uczęszczania do radzyńskiego LO pełnił funkcje dyrektora Radzyńskiego Domu Kultury.

Andrzej Kotyła

Zobacz również: (Felietony innych autorów)

 

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo