reklama

Nie rzucajmy mięsem z szacunku dla siebie. Szpila Andrzeja Kotyły

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor: redakcja

Nie rzucajmy mięsem z szacunku dla siebie. Szpila Andrzeja Kotyły - Zdjęcie główne
Opis: Andrzej Kotyła

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Aż niedźwiedź z herbu ryczy. Radzyńskie opiniePrzypadający w styczniu Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego przypomina o różnorodności językowej na świecie, a jednocześnie podkreśla wartość języka w rozwoju dziedzictwa kulturowego. Czasem podczas lekcji języka polskiego zdarzało mi się odbiegać od głównego nurtu tematycznego i czynić dygresję dla wyjaśnienia jakiejś lingwistycznej ciekawostki. Kilka razy nawiązywałem np. do naszych zachowań językowych, które nie są akceptowane pośród ludzi kulturalnych i mających szacunek dla piękna polszczyzny.
reklama

Pragnę zaakcentować, że osobiście wyznaję podejście pełne troski o poprawność oraz estetykę każdej wypowiedzi formułowanej w języku ojczystym. Zgodne z zasadami i w miarę piękne wypowiadanie się po polsku uważam za przejaw szacunku dla tradycji, narodu, historii, kraju i – przede wszystkim – samego siebie.

We wspomnianych tu lekcyjnych dygresjach językowych zdarzało mi się nawiązać do wulgaryzmów powszechnie obecnych w polszczyźnie zabarwianej niestety nazbyt często tzw. kuchenną łaciną. Zawsze w takich wypadkach zaznaczałem, że używanie wyrazów powszechnie uznawanych za wulgarne, obsceniczne,  nie jest przeze mnie akceptowaną praktyką i uważam je za przejaw językowego prymitywizmu, swoistego kalectwa, intelektualnego pospolitego prostactwa.

reklama

Jednak odnosiłem się z akceptacją naszej językowej rzeczywistości, uznając fakt, że wulgaryzmy wszakże obecne są w komunikacji lingwistycznej Polaków, podobnie, jak i innych nacji. Używamy ich niemal codziennie wszyscy niezależnie od uprawianej profesji, statusu społecznego, wykształcenia. Rzecz tkwi jednakowoż nie w samym tym obiektywnym fakcie, co w kontekście (sytuacyjnym, czasowym i językowym) tegoż uzusu czyli powszechnie przyjętego sposobu używania języka w danej społeczności, obejmującego te formy i zwroty, które zadomowiły się w mowie potocznej, nawet jeśli nie są zgodne z normą wzorcową.

Przeklinają zatem nie tylko przysłowiowi szewcy, ale też nauczyciele, lekarze, politycy, a zaskakująco nierzadko nawet osoby konsekrowane! Kwestia leży jednak nie w tym, że to fakt niezaprzeczalny, ale w tym, aby słowo wulgarne nie było świadectwem zwykłego chamstwa czy też ubóstwa leksykalnego. W tym celu podawałem swoim uczniom kilka zwięzłych wskazówek sprowadzających się w końcowej konkluzji do zasad:

reklama

Nie używaj słów wulgarnych jako przerywnika – świadczy to o twoim ubogim zasobie słownictwa.

Nie przeklinaj publicznie – będziesz odebrany jako osoba pozbawiona zasad płynących z kulturalnego budowania relacji z innymi.

Nie nadużywaj wulgaryzmów, gdy ich zastosowanie nie jest nieodzowne – spróbuj znaleźć inne ekspresywne środki wyrazu.

Jeśli już musisz, zastosuj tzw. brzydkie słowo wyjątkowo, najlepiej w relacji intymnej, wyłącznie dla podkreślenia: twojego stanu emocjonalnego, (wzmocnienie wypowiedzi, groźbę, dezaprobatę, złość, zdziwienie, zachwyt, potwierdzenie), zgrabności pointy np. opowiedzianego dowcipu, dosłownego zacytowania czyjejś wypowiedzi, wyjaśnienia proweniencji używanego wyrażenia.

reklama

Wyłącznie wyjaśnienie etymologii niektórych rozpowszechnionych przekleństw było w moim lekcyjnym przekazie istotą użycia przykładowych wulgaryzmów. Próbowałem wytłumaczyć moim uczniom, że w języku nic nie bierze się znikąd i że niektóre ze słów obecnie powszechnie uważanych za wulgarne, nie zawsze takimi były. Jakież było moje zdziwienie, zawód i rozczarowanie, gdy niektórzy uczniowie w konfrontacji postaw na lekcji – w obecności innego nauczyciela, ich wychowawcy – zarzucili mi przeklinanie podczas lekcji!

PS

Mając na uwadze fakt, że to zwłaszcza z domu rodzinnego i własnego środowiska dzieci wynoszą znajomość i umiejętność posługiwania się obsceonami, powiedziałem sobie: "To już jest, ku**wa, koniec" – i odszedłem na emeryturę. Przedtem jednak opowiedziałem koleżankom i kolegom w pokoju nauczycielskim znaną anegdotę, jak to przed zamknięciem świątyni kościelny zapytał modlącą się w zakrystii przed obrazem św. Jana kobietę – "Dlaczego pani to robi? – To pokuta za przeklinanie – 150 zdrowasiek przed obrazem św. Franciszka Salezego, patrona pięknego języka. – Ale to nie ten portret! – No i ch*j, ku**wa jego w d*pę zaj**ana mać! 100 zdrowasiek w pi**du poszło się j**ać, ja pi***olę! – wykrzyczała z niekłamaną ekspresją pobożna niewiasta".

reklama

Andrzej Kotyła

Zobacz również: Felietony innych autorów

 

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo