W 2015 roku nastąpiła jednak zasadnicza zmiana: Warszawka zaczęła "wiedzieć lepiej" i być najważniejsza. Samorząd (szczególnie gminny) zaczął mieć mniej własnych pieniędzy pozwalających na inwestycje. Dlaczego? Bo m.in. obniżki podatków wprowadzone przez PiS zmniejszały PIT, który trafiał w dużej części do gmin właśnie. Więc kluczowe stały się udające czeki "kartoniki" - dotacje np. na drogi, przyznawane z rozmaitych programów rządowych i marszałkowskich. I tu zasada się zmieniła: miałeś dobrego wujka w Lublinie albo Warszawie - miałeś dobrze! Nie miałeś - to rozmaicie...
Najnormalniej jest w tzw. "miękkich" konkursach w obszarach kultury, oświaty, spraw społecznych itd. Z trzech powodów. Po pierwsze to zwykle drobne kwoty, po które cwaniaczkom nie chce się czasem schylić, więc sprawa idzie na żywioł. Po drugie: często na górze gdzieś siedzą kompletne ćwoki, które nie wiedzą, o co tam w tej kulturze, jakichś teatrach, muzeach czy bibliotekach, w ogóle chodzi i nie bardzo wiedzą nawet jak to spieprzyć. Po trzecie, najważniejsze: operatorami są często fundacje czy stowarzyszenia, gdzie zachowało się więcej poczucia misji i chęci czynienia dobrze. Nawet jak coś schrzanią to nie dlatego, że chcą źle. Wiwat Trzeci Sektor.
Ale my rozmawiamy o poważnych pieniądzach. Co byśmy nie gadali, to jednak w każdym naborze na końcu siedzi człowiek, a nie maszyna. Oczywiście kluczem jest dobrze przygotowany wniosek, to pewnie z 80 proc. (tak na oko...) sukcesu. Ale zostają jeszcze marginesy - i to z obu stron. Na to, żeby albo mieć gdzieś przyjaciół (choćby takich co zadzwonią i powiedzą: stary, to trzeba inaczej...), albo przynajmniej nie mieć wrogów. Albo chociaż, jeżeli już mieć - bo jak ktoś jest chłop, a nie troczki od kaleson, to jakichś mieć powinien... - to chociaż nie takich "do białości" i nie w takich miejscach, że mogą nam (a w zasadzie naszej społeczności) pomóc albo zaszkodzić. Albo - to kluczowe - mieć możliwość, chęci i umiejętność budowania sojuszy wokół konkretnych spraw, czasem opartych choćby o to, że się zwyczajnie kogoś lubi albo jest z jednej parafii.
Zakończę anegdotką. Pamiętam, jak przed wyborami prezydenckimi latem 2020 roku przyjechał do Radzynia premier Mateusz Morawiecki, zachęcać do głosowania na Andrzeja Dudę. Odbył się taki numer: zwołano wszystkich wójtów i każdy dostawał "kartonik" (Wohyń najmniej, krzywdy przeciw Wohyniowi się nie przedawniają...) i jednocześnie kolportowano ulotkę, w której wszyscy włodarze udzielali Dudzie poparcia. W operację było zaangażowanych w naszym powiecie coś z 10 milionów złotych publicznych pieniędzy na zachętę, plus chyba wóz strażacki... Oczywiście, naprawdę to nie wszyscy wójtowie popierali i ja się do tej pory z niektórych, zwłaszcza z jednego, z tego powodu tego podpisu nabijam. Ale przecież wiem, że uczynił pro publico bono... Bo ludzie wynajmują sobie wójtów czy starostów nie po to, żeby pokazywali na każdym kroku, jacy są mądrzy, tylko żeby wspólnota się rozwijała.
Może nam się nie podobać, ale tak to działa.
Zbigniew Smółko
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.