reklama

Pozwólmy burmistrzowi spokojnie pracować! Szpila Andrzeja Kotyły

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor: redakcja

Pozwólmy burmistrzowi spokojnie pracować! Szpila Andrzeja Kotyły - Zdjęcie główne
Opis: Andrzej Kotyła

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Aż niedźwiedź z herbu ryczy. Radzyńskie opinieLiczy się bowiem sprawne zarządzanie, blisko ludzi, a nie wielkiej polityki. Oczekiwania "prostego człowieka" (przeciętnego mieszkańca) wobec władzy lokalnej koncentrują się wokół spraw codziennych, bezpieczeństwa oraz poczucia bycia wysłuchanym.
reklama

Przed kilkoma laty, ulegając sugestiom przyjaciół, postanowiłem – po raz ostatni za tego żywota – kandydować do rady mojego miasta. Przegrałem wówczas rywalizację o elekcję z młodym człowiekiem dwoma głosami i nie żałuję. Pamiętam jednak ten dzień ze skromnej swej kampanii, gdy próbowałem rozpowszechnić ulotki wyborcze mojego komitetu oraz własne na jednej z ulic Radzynia. Wówczas to zatrzymała mnie niemłoda już, ale i niezbyt wiekowa niewiasta z pytaniem: "A emerytury podniesiecie?". "Będą wyższe z pewnością" – odrzekłem ze smutkiem w tonie i czym prędzej zakończyłem swą działalność agitacyjną.

Jednak pozostała ze mną prozaiczna w formie i pesymistyczna w treści refleksja dotycząca sensu oczekiwań wyborców wobec sprawujących mandaty samorządowej władzy lokalnej. Pomijając już fakt, że funkcja radnego miejskiego nie znajduje absolutnie żadnego przełożenia na wysokość świadczeń emerytalno-rentowych seniorów, zacząłem się zastanawiać, jakie są oczekiwana wyborców wobec samorządu lokalnego i stojących na jego czele włodarzy. 

reklama

No i wyszło mi, że niewielkie. Otóż przede wszystkim cechuje je przedkładanie interesu własnego ponad ogólny. Wyborca lokalny jest przede wszystkim zainteresowany tym, co bezpośrednio wpłynie na jego życie, zatem: najbliższa droga z oświetleniem, solidny zasiłek, praca dla kogoś z rodziny, pełna lodówka z zapasem piwka, niedrogie wczasy, tanie śmieci... odrobina seksu...

Ponadto wyborcom trzeba dostarczyć emocji i poczucia uczestnictwa w czymś ważnym, toteż wiece, festyny oraz wszelkie imprezy masowe tworzone w aurze sukcesu. Przydaje się przy tym w miarę bezpośredni, ale bez przesady, kontakt i wizerunek. Włodarz musi być "swój", pokazywać się wśród ludzi, słuchać (lub udawać, że słucha), mówić ich językiem. Jeśli np. większość jest religijna, trzeba zamanifestować przywiązanie do wiary i Kościoła. Nosić na procesjach chorągwie i feretrony, święcić pola na wiosnę, dziękować za plony jesienią Panu Bogu – mniej zaś rolnikom.

reklama

Jednocześnie należy umiarkowanie emanować władzą, ukazywać jej majestat, ale nie izolować się, być w kontakcie – chociażby medialnym. Dobrze jest posiadać względną przychylność mediów, bowiem wiadomo, że oczekiwania elektoratu można kształtować, kontrolując przekaz informacyjny. Na koniec (a może na początek?) populizm w praktyce. Obietnice wyborcze nie muszą być realne, ale powinny być atrakcyjne. Należy zatem postawić na proste hasła, jakie trafią do prostych ludzi, których – jak wiadomo – jest więcej niż ludzi dobrej woli, co będąc w błędzie, deklarował ongiś Czesław zwany Niemnem.

Władza lokalna jest postrzegana jako najbliższa obywatelowi, dlatego wymagania wobec niej są bardzo praktyczne: skuteczne rozwiązywanie codziennych problemów, bezpieczeństwo lokalne, przejrzystość i dostępność, efektywne gospodarowanie zasobami, szybka reakcja na zgłoszenia. Wyborcy mniej lub wcale nie interesują się tym, kto personalnie rządzi w mieście. To obchodzi wyłącznie albo gorliwych zwolenników, albo przeszkadzaczy, czyli przeciwników (osobistych, politycznych, ideowych i przegrywów – ewentualnych zainteresowanych przejęciem władzy przez nich samych albo też ich bliskich). No i oczywiście wywalonych z roboty lub w niej nieobecnych z własnej woli.

reklama

Dlatego przeszkadzają, jątrzą, pod pozorami zatroskania o mieszkańców zasypują Magistrat lawiną zapytań  w trybie informacji publicznej, mieszają obiektywne fakty z ich własną interpretacją (jak w tytule publikacji "Burmistrz nie chce dofinansowania dla Klubu Seniora"),  zarzucają cenzurowanie obywateli, bryzgają niechęcią na anonimowych portalach, a potem tłumaczą swe zachowania "obywatelską kontrolą", anonimowość zaś nazywając obłudnie "tarczą" chroniącą przed urojonymi konsekwencjami.

P. S.

Ciekawe jest jeszcze i to, że burmistrz nikogo z przeszkadzaczy nie określił expressis verbis, a przysłowiowe "nożyce" odezwały się natychmiast po uderzeniu w stół niczym "zakute łby" w odniesieniu do słynnej wypowiedzi Donalda Tuska.

Andrzej Kotyła

reklama
reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo