– Dzień dobry, panie Profesorze! - rozbrzmiało od drzwi radosne powitanie byłych uczniów i wielbicieli pedagoga – przez niżej podpisanego, Jacka lub Andrzeja (jak kto woli) oraz nieodżałowanego Jurka. – A moje uszanowanie! Cześć, Andrzejku, cześć Jacku, witaj Jurku! Profesor uszczęśliwiony wyciągnął rękę na powitanie. Proszę, proszę, nie zdejmujcie butów. Krysiu, chłopcy przyszli! – zawołał do swej małżonki Krystyny, krzątającej się po kuchni.
Wnuczka Laura wspomina: "Przyglądałam się gościom nieco zawstydzona, pan Kotyła uczył mnie polskiego w podstawówce i mogę śmiało powiedzieć, że był on wówczas moją pierwszą, szkolną miłością. A przy okazji rozbudził we mnie upodobanie do pisania".
Trzej dorośli mężczyźni, którzy jako uczniowie szkoły średniej zapisali się we wspomnieniach biologa. – Panie profesorze zaczął Andrzej mamy tu coś na rozgrzanie. Tradycją było, że oprócz kwiatów dla pani Krysi na stole pojawiała się również butelka czegoś mocniejszego. – A pamięta Pan obóz wędrowny w Jaśliskach, w pańskich rodzinnych Bieszczadach? - zaczął Kotyła, który – jak zauważyła Laura – miał wielki dar do barwnego opowiadania. – A pewno, że pamiętam. Byłem wtedy opiekunem szkolnego koła PTTK, przy radzyńskim LO. W którym to dokładnie roku mogło być. – To był 1977 rok. – dla nas maturalny. Stacjonowaliśmy wtedy w Jaśliskach - wtrącił Andrzej L., którego nazywano drugim imieniem, Jacek. – Pamiętam, że po tym, jak pan Profesor skręcił kostkę i musiał wracać do Radzynia, my tam zostaliśmy pod opieką młodego wówczas nauczyciela i kilka dobrych dni przesiedzieliśmy, biwakując pod namiotami i na poddaszu u kuzynów pana – Puchalików. Co tam się działo! – roześmiał się Kotyła. - Powoziliśmy wozem konnym i kosiarką przy zbiórce owsa. Rąbaliśmy drewno. Spaliśmy, gdzie popadło. Mieliśmy ubaw po pachy. Obóz wędrowny przerodził się w stacjonarny. I śpiewaliśmy przy ognisku! Ja grałem na akordeonie, aż mi przegub ręki spuchł jak bania. A było przy czym, bo Puchalikowie nie byli od tego, by odwdzięczyć się za wykonaną robotę, np. wiaderkiem piwa kupionym nocą jakimś cudem w okolicznej oberży. Do tego garnek smalcu lub zsiadłego mleka i biesiada mogła trwać do świtu. – Ty, Ałytok, zawsze miałeś dryg do muzyki - dorzucił Dziadek (Profesor miał zwyczaj wymawiania anagramów naszych nazwisk). Najzabawniej brzmiało nazwisko wybitnej zresztą uczennicy Halinki Zgrajki, które w wersji Pedagoga brzmiało: "ZDRAJCA".
– A pamięta pan Profesor, jak zbieraliśmy i przynosiliśmy panu żaby za dobre oceny z biologii? Wiedział pan wtedy, że żaden z nas nigdy nie zostanie biologiem - roześmiał się Luciak. – A pewno, że wiedziałem. To i po co miałem was dręczyć? I ogródek kopaliście, pamiętam. Razem z Jurkiem Braunem. Dobre z was były słonie. – I skrzynki z jabłkami targaliśmy panu do domu po tzw. obowiązkowych pracach społecznych w PGR – wtrącił Jacek. – Stuknęliśmy się kieliszkami w chwili, gdy małżonka profesora weszła do stołowego, by podać im coś do zakąszenia pod ten imieninowy kieliszek.
Jest moim wspomnieniem także i to, że Profesor nigdy nie opowiadał o swojej heroicznej przeszłości wojennej – takie były czasy – trzydzieści lat po wojnie trudno było odważnie przyznawać się do tego, co jeszcze wówczas mogło być przez władze uznane za kolaborację z okupantem. Dopiero w latach 90. dowiedzieliśmy się o przeszłości wojennej "wojennego Klossa", jednak czasu na wspomnienia zostało mu już niewiele, chociaż dane mu było dożyć sędziwego wieku.
P. S.
Moje wspomnienia związane z Profesorem Probstem związane są jeszcze z dzieciństwem, gdyż jako uczeń "Jedynki" uczestniczyłem w prowadzonych przez Niego lekcjach j. niemieckiego. Później – już w liceum – były słynne wyjazdy wakacyjne na turnusy OHP, wycieczki, no i oczywiście – oprócz biologii – ogromnie atrakcyjna nauka higieny. Do dziś mam legitymację PTTK otrzymaną z rąk Profesora. Wszystko to świadczyło o tym, jak bardzo szanowanym i po ludzku lubianym był ten Człowiek.
Andrzej Kotyła
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.