Stało się to ku oczywistej uciesze adwersarzy tego burmistrza, bo każda porażka przygotowanych przez niego projektów, każde fiasko koncepcji wypływających spod jego inspiracji i będących udziałem jego ekipy, to istotny przyczynek do radości wszystkich naczyń (kubków, a nawet nocników) prawdy, wszelkiego autoramentu konserwatorów myśli, którzy podążając za tą karawaną, wydają z siebie głos entuzjazmu dla każdego niepowodzenia miasta, nie zważając na fakt, że ich podniecenie próżnym jest i z deklarowanym ukochaniem Radzynia Podlaskiego zbyt wiele wspólnego nie ma.
Warto przypomnieć, że kwestia dotyczy wniosku pn. "Laboratorium Tradycji i Przyszłości ROKoko – Rewitalizacja Oranżerii", złożonego w ramach programu Fundusze Europejskie na Infrastrukturę.
Zwyczajowo anonimowym piewcom miłości do miasta i orędownikom obiektywizmu z portalu "Kocham Radzyń" trudno jest zrozumieć, "jak to możliwe, że inne miasta [...] skutecznie pozyskują fundusze, a ORANŻERIA po raz kolejny zostaje z niczym." Fałszywie zatroskani zadają też pytanie retoryczne z zakamuflowaną gotową odpowiedzią. Brzmi ono dramatycznie: "Czy problem i tym razem będzie leżał "po stronie procedur", czy może w skuteczności działań naszego Burmistrza?" Odpowiedź na nie mniej rozgarnięci czytelnicy znajdują już w następnym akapicie: "To już nie pierwszy raz, gdy obietnice i live`y nie idą w parze z realnymi wynikami. Mieszkańcy zasługują na konkrety, nie na tłumaczenia."
I wszystko jasne. Wina Jakubowskiego, to taki radzyński "Tusk" do bicia. Wedle tej narracji to, że projekt dotyczący radzyńskiej Oranżerii nie uzyskał ostatecznie dofinansowania, wynika wyłącznie z jego ułomności i nie zmienią tego żadne informacje o sukcesach na niwie pozyskiwania środków na szereg innych celów. Odnowienie zabytkowego obiektu oraz nadanie mu funkcji kulturalno-edukacyjnych, łączących elementy tradycji i nowoczesności musi poczekać. Czekało nieraz, poczeka i teraz. Nic się nie stało, Burmistrzu, nic się nie stało! Należy się bowiem spodziewać, że miasto nadal będzie aplikować o środki na ten cel, a gdy jego wysiłki okażą się w końcu skuteczne, to kochające miasto inaczej wszelkie dziurawe naczynia prawdy zakonserwowane w papce stanowiącej mieszaninę nienawiści i radości z cudzego nieszczęścia przestaną ujadać za kroczącą do przodu karawaną.
Chętnych do dołożenia burmistrzowi nigdy nie zabraknie, więc na rzeczonym port(k)alu zaroiło się od komentarzy: "No tak, mamy włodarza, który organizuje imprezki kulturalne, WOŚP, w ramach którego chce odśnieżać ludziom podwórka (choć odśnieżanie miasta pozostawia wiele do życzenia), a nie ma czasu na najważniejsze z perspektywy mieszkańców rzeczy". Zbadano nawet fatalnie ponoć odśnieżone podwórko prywatnej posesji włodarza! Wniosek z tak wykoncypowanych odkryć epoki może być tylko jeden i to słuszny: KTOŚ, KTO WSPIERA WOŚP I NIE UMIE ODŚNIEŻAĆ, POWINIEN ZNIKNĄĆ W EFEKCIE SKUTECZNEGO REFERENDUM.
P.S.
To się staje dość obrzydliwe, a już dawno stało się nudne takie ciągłe uporczywe bicie w ten sam bęben. Kadencja Jakuba Jakubowskiego kiedyś dobiegnie końca. Pozwólmy mu spokojnie realizować plany, obietnice i zamierzenia. Dokonajmy na koniec obiektywnej – w miarę możliwości – oceny. W finale dokonajmy demokratycznego wyboru. Zgodnie z cywilizacją. Zgodnie z kulturą. Bez epatowania wielkimi słowami, jak honor, wartości, patriotyzm, bez bogoojczyźnianego zadęcia. Merytorycznie, dokładnie, uczciwie. Wierzę, że stać nas na to bez podstawiania nogi, gdzie się da, bez wsadzania kija w szprychy i sypania piachu w tryby. To ciągłe odsyłanie Kuby do kierowania kulturą przez kogoś, kto niekoniecznie nawet do tego jest predysponowany, staje się groteskowe. Dajcie spokój, ludzie patrzą, jak ostatnio napisał zawsze winien Donald Tusk.
Andrzej Kotyła
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.